Nazwa mojej jogowej działalności zmieniła się pewnego dnia samoistnie. Zadecydował nieoczekiwanie fejsbuk, który zapamiętał jedną z pierwszych prób (nazwa wisiała gdzieś w tzw. draftach). Od jakiegoś czasu próbowałam nadpisać poprzednią tak, żeby niosła w sobie informację, że na mojej podstronie bezkresów fejsbuka chodzi właśnie o jogę. Prośba o zmianę wisiała jakoś w eterze i nagle po kilku miesiącach, voilà, została nieproszenie wysłuchana.
A że pewnie wiecie, że customer service w świecie social media nie istnieje, a nazwę strony na facebooku można zmienić tylko raz na dłuższy (już nie pamiętam jaki) czas, to z Anandą pozostałam. Na dobre i na złe.
Najpierw się trochę zezłościłam i chciałam zakładać stronę od nowa. Żal mi jednak było włożonej w istniejący profil pracy i w końcu pomyślałam sobie: “trudno, jakoś to będzie”. Przyzwyczaję się najpierw ja, a potem Klienci. Widocznie tak ma być.
Jest takie pojęcie w jodze jak Aparirapha, które uczy nas nieprzywiązywania ani się do niczego i nikogo zbytnio, ani też – własnej cennej uwagi do rzeczy, na które nie mamy wpływu. Aparigrapha uczy nas odpuszczania, poniekąd – płynięcia z nurtem (napiszę o tym kiedyś więcej), zaakceptowania, że nic nie dzieje się bez przyczyny i celu.
Zastosowałam się więc.
Z blogowego “Do szczęścia na skróty” stałam się pretensjonalnie i obco brzmiącą ANANDĄ YOGĄ.
Spieszę zatem z wyjaśnieniem, co to ta cała Ananda.
Ananda (आनन्द) to błogi stan poczucia głębokiego szczęścia i zadowolenia. Taki stan radości, płynącej od środka. Spokój i zadowolenie, niewywołane żadnym zewnętrznym czynnikiem i żadnym zewnętrznym czynnikiem niezmącone (jak na przykład przypadkową decyzją fejsbuka o użyciu starego draftu jako nazwy profilu 😉
Ananda to takie szczęście, którego poszukujemy, błądząc po omacku po tym, co do zaoferowania ma cały szeroki świat: od nowych butów po księcia na białym rumaku.
Tymczasem nawet najbardziej euforyczne poczucie radości, wynoszące nas na wyżyny możliwości, będzie ulotne, jeśli zawiesimy je na kruchym łańcuszku rzeczy i relacji, na które nie mamy do końca wpływu.
Buty się zdepczą lub wyjdą z mody, książę, jako wolny człowiek, zawsze może odjechać w swoją stronę, w najlepszym przypadku zostawiając za sobą podkowę na szczęście, a w najgorszym – końską kupę na podjeździe.
Nie chodzi o to, że zamiast kupować nowe buty i szukać relacji z ludźmi, powinniśmy zamknąć się w jaskini, usiąść w pozycji lotosu i śpiewać om od rana do nocy.
Chodzi o to, by żyjąc wśród ludzi, spraw i rzeczy umieć być lub chociaż czasem bywać w głębokim poczuciu własnego sensu i szczęścia.
Być może istnieje wiele dróg, prowadzących do siebie. Ja znam tylko tę jedną. Jest nią joga.
Yoga (योग) od sanskryckiego słowa łączyć. Łączy nas ze sobą jak droga łączy nas z celem.
Na skróty, bo przecież do siebie mamy najbliżej.
Najbliżej?
Do szczęścia na skróty to w sumie tyle co ANANDA YOGA.