Na samo pytanie klasycy pewnie przewracają się w grobach (a kto żyw, na macie).
Jeśli się nad tym zastanawiasz, to pewnie coś o jodze już wiesz.
Wiesz zatem, że na jogę przychodzi się po bardzo świadomy ruch. Że joga to szkoła oddychania. Że joga ucisza umysł, meandrujący wiecznie pomiędzy myślami.
A sup joga?
Czy przynosi upragnione wyciszenie? Czy porusza ciało, ale uspokaja umysł?
Przecież jest mokro i jest dużo śmiechu.
A jednak umysł cichnie. Ruch prowadzony w głębokim skupieniu przy akompaniamencie ptaków i plusku wody wycisza rozbiegane myśli. Wyrównuje ich przepływ. Kieruje je ku ciału balansującemu na desce.
Joga na deskach sup to nadal joga.
Bo jogę można praktykować wszędzie, niezależnie od podłoża.
A na wodzie czasem okazuje się, że brak balansu sprzyja:
Konieczności dopasowania kształtu do siebie a nie siebie do kszałtu (asana&ahimsa)
Skupieniu (Dharana) i wycofaniu zmysłów (Pratyahara)
Byciu tu i teraz, a jednocześnie z boku (Dhyana)
Poczuciu jedności ze wszystkim, co żyje, z całym światem i samym sobą (Samadhi)
Nie mam wątpliwości. To naprawdę może być joga.
A przy okazji całkiem niezły ubaw.
Wpadnij do nas!
Po jogę!
I po uśmiech